BLOG

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRAVEL with GORZI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TRAVEL with GORZI. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2013

Witaj w społeczności stylowych kobiet!



Zapowiedź mojej współpracy z portalem vinted.pl, gdzie gościnnie będę wstawiała swoje posty! O byciu ‘modną w podróży’ będziecie mogli przeczytać już niebawem na  blogu vinted.pl. 

O tym, że wybierając się w podróż wcale nie musimy myśleć wyłącznie praktycznie i wygodnie, zapominając o tym, co trendi i modne! Zobaczyć będziecie mogli kilka moich stylizacji, a poniżej mały przedsmak!

Jak można wykorzystać niewiele  rzeczy na wiele sposobów!




dress H&M / skirt H&M / berber scarf / bag Mango / sunglasses SIX / shoes New Look 


Berberyjska chusta – wiązana w turban na głowach muzułmańskich mężczyzn i kobiet podczas jednego  z dni mojego pobytu w Maroko posłużyła jako szal okalający moje ramiona i osłona przed żarliwym słońcem.

Spódnica maxi, basic w odcieniu granatu, H&M – posłużyła w tej stylizacji jak przedłużenie sukienki do kolan.


Falbanowa  sukienka retro w groszki, H&M założona na spódnicę maxi tego samego odcienia niebieskiego sprawiła, iż w naturalny sposób postała z tej kombinacji ciekawa w swojej strukturze długa suknia.


g.o.r.z.i

photos Przemo


29 czerwca 2013

berberskie życie ,czyli jak przeżyć na pustyni


Dla jednych cały życie, dla innych wakacyjna przygoda na pustynnej Saharze… Północno-zachodnia Afryka, Maroko – dla mnie po raz pierwszy w życiu zmiana kontynentu! Słynę z tego, że wyzwań się nie boję i chętnie je podejmuję, także spakowałam się w niewielki plecaczek i w drogę!

Po 4 godzinach ląduję w Fezie, gdzie spotykam mojego partnera-podróżnika i skąd rozpoczynamy naszą podróż w Afryce! Otwierają się drzwi klimatyzowanego lotniska i nagle zaczynam odczuwać urok podzwrotnikowego klimatu Maroko – momentalnie usta wypełniają się suchym powietrzem i piaskiem, a skóra zaczyna topnieć przy 40-stopniowym upale – Salam aleikum Maroko!

Praktyczny kurs poruszania się i dostosowania do tamtejszej kultury przeszliśmy w domu! Dlatego dobrze wiemy, iż nieprawdą jest, co niejeden taksówkarz będzie się starał ci wmówić, że nie ma autobusu z lotniska! A i owszem, jest! Problem w tym, że autobus widmo, a rozkład jazdy nie istnieje!  Fakt faktem dużo ludzi porusza się tam taksówkami, ponieważ tzw. petit taxi – poruszające się tylko po mieści dowożą za śmiesznie mało pieniądze  – oczywiście jeżeli nie dasz się oszukać! Ponieważ każda  cena podawana przez taksówkarza musi być przez ciebie zbita przynajmniej o 50% [pamiętajcie]!  No i grand taxi – jeżdżące poza miastem najczęściej na trasie lotnisko-centrum. Cena takiej grand taxi z lotniska w Fezie do centrum to ok. 50-25 dirhamów/osobę [5-2,5 euro – przy pełnej taksówce, czyli czasem nawet 6/7 osób].

Ruszamy! Przedtem zbieramy jeszcze dwóch kolejnych podróżników z lotniska i ruszamy grand taxi do centrum Fezu, gdzie czeka już na nas autobus Supratours  – tamtejszy przewoźnik, który zawiezie nas do Merzougi [miejsca naszego przeznaczenia na kolejne 2 dni].

Cena biletu Fezu – Merzouga 150 dirhamów = 15 euro/osobą

[7:00] W autobusie rozlega się donośny okrzyk  M E R Z O U G A, zrywamy się na równe nogi i czym prędzej wysiadamy na małej wiosce sąsiadującej z największą pustynią Afryki – Saharą. Na miejscu czeka już na nas nasz nowy znajomy z couchsurfingu, który przez te 2 dni będzie naszym gospodarzem, przewodnikiem i 'Wujkiem Dobrą Radą'!


Lokalny sklepik.


Lokalny bar. 


 Najśliczniejszy mieszkaniec Merzougi!



Z lokalnymi Berberami. 


Europejka na ulicach Merzougi. 



W samej Merzoudze nie zwiedzisz zbyt wiele – znajdziesz tam kilka ulic, klasycznych dla tamtejszej architektury budynków, kilka sklepików oraz rozciągające się dookoło olbrzymie hołdy piachu!

 Nie odpoczywając zbyt długo, słyszymy dziwny ryk… Wyglądamy na zewnątrz, a tam czekają już na nas nasze dzisiejsze pojazdy, które zawiozą nas na jedną z pustynnych Oaz, gdzie spędzimy wieczór, noc i poranek dnia następnego! Zatem turbany na głowy i w drogę!


Camel trip - Sahara. 


Pierwsze 20 minut strachu na wielbłądzie, kolejne 100 minut bólu! Twarde i kościste to stworzenia, co przy dwóch godzinach jazdy na nich staje się doznaniem nieprzyjemnym i bolesnym. Na miejsce prowadzi na Berber [z łac. barbarzyńca], czyli rdzenny mieszkaniec Merzougi, który niestety nie mówi w żadnym, z pięciu języków, które my znamy [angielski, hiszpański, francuski, niemiecki i polski]. Dzielnie kroczy przed nami przez 2 godziny po kolana w piachu, ciągnąć za sobą wielbłądy, na  których my siedzimy – rodem z antycznych czasów, gdzie niewolnicy chadzali pieszo przy wielbłądzie sułtana.

Po 2 godzinach w końcu dojrzeliśmy zza którejś już kolejnej, ogromnej wydmy naszą niewielką, zieloną Oazę i nie była to fatamorgana!




Zsiadając z kościstych stworów czujemy się bardziej zmęczeni niż po 8-śmiu godzinach fizycznej pracy i pierwsze o czym marzymy to  W O D A!  Ku naszemu zdziwieniu zostajemy poczęstowani ciepłą herbatą, ciasteczkami i orzeszkami [przy 40-stopniowej temperaturze!]



Czas na zachód słońca oglądany z najwyższej wydmy w okolicy – widok zapiera dech! Coś niesamowitego! W momencie człowieka zapomina o zmęczeniu, jakiego doznał po wejściu na tę wydmę piachu! Buzie wykrzywiają nam się w literki O M G  i tak w milczeniu przez kolejnych 5 minut oglądamy zachód słońca. Upajamy się każdą spędzoną tam chwilą!


SAHARA


Schodzą na dół czujemy, że nasz berberski koleżka przygotowuje dla nas już coś smacznego i nie mylimy się! Na pustyni zostaje nam podany przepyszny, warzywny Tadżin [stożkowe danie opisane tutaj] z kurczakiem, do tego świtała gwiazd i świec oraz najcenniejsze towarzystwo najbliższej ci osoby – romantyzm aż kipi!


Po kolacji owoce, a po owocach berberska muzyka na bębnach! Z tych wszystkich emocji nie potrafimy zasnąć! Leżymy do później godziny w nocy, pod gwieździstym niebem i rozmawiamy! Postanawiamy pozostać na zewnątrz i tam też po jakimś czasie zasypiamy!

[5:00] Ring ring ring! Dzwoni budzik Przema – czas na wschód słońca! Szybciutko wstajemy i już po dwóch minutach znajdujemy się w najlepszym miejscu, z jakiego można podziwiać wschód słońca! I oto jest! W końcu zaczyna wschodzić, a my razem z nim witamy nowy dzień naszej przygody!




Widoki tak przepiękne, że aż nie chce się opuszczać tego miejsca! Cisza, spokój, słyszysz tylko własne myśli! Coś, co ciężko doświadczyć w ‘normalnym’, cywilizowanym świecie…  A może wręcz przeciwnie to nasz świat stał się wynaturzony i szkodliwy dla nas samych, a ludzi pustyni tak naprawdę wiedzą, co to znaczy żyć zgodnie ze wskazówkami biologicznego zegara i przyrody?!
 

Z pewnością jest to jedno z miejsc, z listy ‘Należy odwiedzić!’,  by przekonać się na własnej skórze, że istnieją jeszcze naturalne i swoiste miejsca, gdzie żyjesz w zgodzie z naturą, a nie przeciwko niej! 

12 czerwca 2013

5 rzeczy, które powinieneś zjeść w Maroko

Przystawka podawana przed każdym daniem: oliwki, żółty ryż, dwa sosy  
pomidorowy i ostry, placek chlebowy.

Co powinno się zjeść, a na co ma się ochotę?!

Odwieczne dylematy podróżnika w nowym miejscu i kuchni o tak wielu smakach, jak marokańska!

Zawsze to samo – najpierw człowiek tłumaczy samemu sobie, żeby ostrożnie, powoli próbować wszystkiego nowego, a potem ma ochotę wtrynić w siebie wszystko, co oczy widzą, a ręce mają w zasięgu! A skutki mogą okazać się rajem dla podniebienia albo piekłem dla innej części ciała…

Ja zdecydowanie jestem zwolenniczką próbowania nowych, nieznanych mi wcześniej rzeczy – jednym słowem ryzykantka! A najbardziej zawsze mnie kusi zjedzenie tego, czym żywią się miejscowi! Tak było też i tym razem!

RANKING


1. Harira
2. Tadżin
3. Placki chlebowe
4. Rghaïf + Atai
5. Owoce/Fruits



W moim rankingu na pierwszym miejscu znajdziecie Harirę – marokańską zupę (moja ulubiona z zup )! Jadałam ją ze 3 razy podczas mojego pobytu i obiecałam sobie, że spróbuję ją zrobić sama po powrocie, bo jest przeeeeprzyszna! A przepis najłatwiejszy na świecie – wrzuć wszystko, co masz pod ręką – odrobina warzyw, fasoli, makaronu do wywaru z kości kurczaka. 

* * *
5 dishes, which you should try, when you're in Morocco! First place is...

Harira – moroccan soup. In which you can put whatever you have close at your fingertips. A little  vegetables, beans, pasta with chicken broth. Mostly eat this with moroccan bread. 

Harira na placu Djemaa el-Fna, Marrakesz.

Pozycja numer dwa to Tadżin – warzywny stożek, skąpany w najsmakowitszych przyprawach Maroko czasem z odrobiną kurczaka lub couscous.

* * *
Tadżin – traditional dish in cone-shape. With vegetables, which are drenched in spices, sometimes also with chicken and couscous. 

Warzywny Tadżin z kurczakiem serwowany na Saharze. 


Numer trzy to – marokańskie placki chlebowe – pyszne w każdej wersji – na sucho i w kanapce. Na śniadanie w Marrakeszu zamówiłam placki chlebowe z serkiem topionym i jajkiem na twardo w środku, bo dzień wcześniej wdziałam jak zamawiał to miejscowy Marokańczyk! Kanapki mimo niezbyt ciekawych składników przypadły nam do gusty i zamówiliśmy je także kilka dni później w Fezie. Dostać możecie je w zwykłym spożywczaku, a przygotowuje je na miejscu Pan Marokańczyk (lepiej za ladę mu nie zaglądać, bo o przestrzeganie przepisów BHP ciężko w Maroko!)

* * *
Moroccan bread – delicious in any form: dry or in a sandwich.

Taras na dachu, Marrakesz. 

Na czwórce plasują się Rghaïf – naleśniki, przyrządzane i wypiekane na twoich oczach, ze składników jakie sobie zażyczysz. Mój miał w środku szaro-brązowe mięso dziwnego pochodzenia plus serek topiony (stosowany tak często do wszystkiego jak w Europie ser żółty). Efekt pychota, a popijać do tego powinno się mleczno-owocowy koktajl lub atai! Koktajl?! Dla mnie zbyt ekstremalne połączenie z plackiem, więc wybrałam herbatę przy 40 stopniowym upale! 

No i Atai, czyli herbata, bez której ani rusz i którą każdy popija bez względu na temperaturę! Ciemna, słodka i z miętą – najlepsza!

* * *
Rghaïf – crêpes with processed cheese, strange kind of gray-brown ground meat, salami, egg, olives - can choose. They do this in front of you.

To crêpes perfect match to Atai means black, very sweet and mint tea – the best for me – love it!


Naleśniki Rghaïf, Marrakesz. Z nowymi znajomymi od lewej: Watini i Jaouad.
.

Atai na dachu jeden z restauracji, podziwiając placu Djemaa el-Fna nocą, Marrakesz.

Piątka to owoce, owoce i jeszcze raz owoce – ja zakochałam się na nowo w smaku żółtego melona!

Po każdym posiłku profilaktycznie dawka 0,5l coke, która kosztowała tam niecałe 2 złote! Dzięki takim nawykom żywieniowym przetrwałam w Maroko 8 dni bez żadnej klątwy Mohamed czy faraona!

* * *
Fruits – in any form! I fell in love with the new flavor of yellow melon!

Śniadanie (jogurty, żółty melon, pain au chocolat) na tarasie Rijadu, Marrakesz. 

10 czerwca 2013

Kobieta w Maroko

Jestem wypoczęta, pełna emocji, wrażeń i gotowa by się tym z Wami podzielić!

Swoją relację z podróży zaczynam dość nietypowo, bo od tematu Kobieta w Maroko, który nurtował mnie na długo przed wyprawą i który w czasie podróży analizowałam wielokrotnie.

Od roku wiodę cudowne życie, spotykając i poznając codziennie różnych ludzi, różnych narodowościach i kultur. Wśród swoich znajomych mam Belgów, Francuzów, Włochów, Hiszpanów, a także ludzi spoza Europy – z Kanady, USA, Brazylii, Wietnamu, Kambodży. Podczas naszych spotkań niejednokrotnie przewijają się rozmowy na temat różnic kulturowych, a przede wszystkim stereotypów i tego jak my postrzegamy innych i jak oni widzą nas – to są naprawdę bardzo ciekawe i inspirujące doświadczenia (czasem nawet zażarte dyskusje)! Wielokrotnie łamałam znane wszystkim stereotypy o Polkach lub też słyszałam z ust napotkanych znajomych: A to wcale nie jest tak jak o was mówią – Ty jesteś najlepszym tego przykładem! 

Jakiś czas temu po jednej z tego typu rozmów postanowiłam łamać wszelkiego rodzaju stereotypy, nie tylko te o Polakach. Samo słowo stereotyp kojarzy mi się z czymś niemodnym, nieprzyjemnym, zaściankowym i ogólnie bleee… 

Przygotowując się do marokańskiego tripu, od początku postawiłam sobie zadanie – zdobyć jak najwięcej 'prawdy' o Kobiecie w Maroko – jak jest postrzegana i traktowana w tamtejszej kulturze. Przed wyjazdem przeczytałam kilka artykułów (teorii!) i relacji blogerów (praktyki!).    


Więzień Maroko czy wolny człowiek?

Kiedyś w przeszłości zdecydowanie tak  kobieta więźniem Maroko, ale w dzisiejszej wersji Maroko już nie jestem tego taka pewna. Marokańska wersja islamu jest zdecydowanie najbardziej liberalna ze wszystkich muzułmańskich krajów. Oczywiście sporo zależy od mentalności ludzi, stopnia ich religijności, miejsca zamieszkania i wychowania.

Jednak w dużych aglomeracjach takich jak Marrakesz lub Fez na ulicach możemy spotkać prawie tyle samo kobiet, co mężczyzn i coraz częściej trudnią się one handlem, tak samo jak oni. Można zauważyć tendencję, że są one jednak bardziej milczące, a prace jakimi się trudnią z natury są lżejsze jak na przykład wykonywanie tatuaży z henny, wróżenie lub żebranie. Na wsiach, gdzie jest zdecydowanie mniej tego typu pracy kobiety głównie zajmują się domem, dziećmi, rzadziej widywane są poza domem, aczkolwiek zdarzają się wieczorne schadzki na ulicach.

W barach i restauracjach przewagę nadal stanowią mężczyźni przesiadujący tam godzinami – gawędząc, pijąc herbatę lub grając w karty. Ale ta tendencja także się zmienia, bo kilkakrotnie miałam okazję zobaczyć na własne oczy siedzące dwie kobiety w restauracji lub też w towarzystwie mężczyzny. 

Zasięgnęłam także informacji u dwóch miejscowych chłopaków z Marrakeszu i Fezie, którzy towarzyszyli nam podczas naszej podróży jako lokalni przewodnicy. Wiekowo moi rówieśnicy (23-25), którzy zdecydowanie zaprzeczali znanemu w Europie stereotypowi, iż kobieta w Maroko stworzona jest wyłącznie do bycia podległą mężczyźnie i rodzenia dzieci. Wręcz przeciwnie zapewniali mnie, że na uniwersytetach często przeważająca jest liczba dziewcząt nad chłopakami, które swoim wyglądem i ubiorem przypominają Europejki. 

W każdej nowej części miasta na ulicach jest mnóstw młodych dziewczyn i kobiet, które dawno przestały nosić chusty – hidżabu i ubrały jeansy. Nikab (chusty) zakładane są z szacunku, jaki został im wpojony podczas wychowania, robią to dobrowolnie i  z poważania dla wiary oraz kultury. Im bardziej nowoczesna i mniej religijna rodzina tym kobiety coraz rzadziej noszą hidżabu, a nawet nikab.

Co do wieku zamążpójścia i swobody wyboru partnera też się to już zmienia. Młode kobiety mogą samodzielnie podejmować te decyzje, a wiek zdecydowanie się przesuną i jeżeli ktokolwiek decyduje się na małżeństwo w wieku 15 lat to jest to jego dobrowolna decyzja (najczęściej takie sytuacje mają miejsce na wsiach). Tam dziewczęta wychowywane są w przekonaniu, że to jest normalne i same tego chcą.

Ile żon może mieć Marokańczyk?

Zgodnie z prawem – 4! Ale... Tak jest pewne ‘ale’… Tamtejsi mieszkańcy nazywają mężczyzn, którzy posiadając więcej niż jedną żonę szaleńcami! Ponieważ każdą ze swoich żon musisz traktować tak samo, co w rzeczywistości oznacza, iż musisz obydwie utrzymać, zapewnić im ten sam poziom życia i spędzać z nimi tyle samo czasu. Co wcale nie jest takie łatwe, bo doba ma tylko 24 godziny i przy 4 żonach może się to okazać niezłym wyczynem, jakiego podjąłby się tylko szaleniec!

Fakty

Prawdą jest jednak, iż w dalszym ciągu w każdym marokańskim mieście i wsi jest więcej mężczyzn – przesiadujących w barach, pracujących, handlujących lub po prostu przechadzających się po ulicach. Kobiety są zdecydowanie rzadszym okazem. Dwa – nie miałam także okazji porozmawiać z żadną z nich, a może i miałabym, ale słono by mnie to kosztowała, bo Marokańczycy za każde otwarcie ust liczą sobie niezłą sumę, przeważnie dwukrotnie większą niż dla lokalnych. Mój partner podróży doświadczył jednak kilkakrotnie ze strony Marokanek oznaki zainteresowania – uśmiechy lub spojrzenia w jego stronę. 

Także odczucia i pierwsze wrażenie po wizycie w Maroko mogą być diametralnie różne. Ja osobiście przeżyłam tam po raz pierwszy w życiu szok kulturowy (cenne doświadczenie do mojej mgr)! Ale o tym niebawem w kolejnym poście.

Z drugiej jednak strony sam Koran mówi o tym, iż mężczyźni  i kobiety powinni być traktowani równo, a na jego podstawie nowy król Muhammad VI systematycznie wciela zmiany w prawie na rzecz równouprawnienia i lepszego traktowania kobiet w Maroko. Sam też swoim przykładem daje należyty tego wyraz – posiadając jedną żonę, pokazując się z nią w miejscach publicznych i dopuszczając do oficjalnych spotkań.   

A poniżej kilka fotek procesu odwrotnym niż ten, czyli jak Europejka została 'uwięziona' w marokańskiej nikab (dobrowolnie oczywiście)!

Kolejny stereotyp przełamany!  Zdecydowanie mogę powiedzieć, że w Maroko nie istnieje już stereotyp kobiety-więźnia w klasycznej formie!  Każdego roku się to zmienia, a zmiany zmierzają w kierunku pełnego równouprawnienia kobiet z mężczyznami. 

* * *

Below you can see a European woman trapped in a headscarf nikab, voluntarily of course! Woman position in Moroccan world is changing every day and the look of those women is more similar with European women. Fewer and fewer of them wearing a headscarf nikab or hidżabu. Islam in Morocco is the most liberal of all the Muslim countries.  And the stereotype of woman-prisoner is outdated. If there is some cases of young girls, who doing this voluntarily, because it is rooted in her faith and culture.


Nikab wiązana sposobem berberyjski. Mająca chronić przed burzą piaskowa i silnym wiatrem. 
Spacer po Merzouga.



moroccan nikab / jacket Bershka / T-shirt Terranova / skirt H&M 
/ sandals New Look / sunglasses SIX / handbag Mango


Nikab wiązana by Gorzi, na wzór berberyjski.  
Zdolna uczennica  całkiem nieźle jak na pierwszy raz. 
Umiejętność bardzo przydatna na pustyni!


 Europejska wersja wiązania nikab. Garbiarnia (farbiarnia skór) w Fezie.


headscarf Tally Weijl / shirt Pull&Bear / T-shirt H&M / skirt H&M 
/ sandals New Look / handbag Mango / moroccan bracelet 



Europejka wśród Marokanek. 
Fez - Medina - stara część miasta, na słynnych uliczkach (suki).




photos by Przemo

31 maja 2013

3 ETAPY PRZED MAROKO



Kolejna podróż, kolejne przygody, nowe wyzwania, odkrycia oraz zadowolenie i satysfakcja z każdego pokonanego kilometra! 

Stres – podekscytowanie 
Strach – determinacja
Smutek – radość 

Skrajne uczucia w tym samy czasie... Miałeś już tak? Znasz to?! To smak życia!

Przede mną i moim chłopakiem kolejna wyprawa. Tym razem MAROKO – w 8 dni! Plan to być w Fezie, Casablance, Marrakeszu i zwiedzić pustynie na wielbłądzie! Nasz plan podróży jest elastyczny i zmienić się może w każdej minucie podróży, bo to my jesteśmy swoim kapitanem i okrętem!

Przed wyprawą warto jednak właściwie się przygotować. W zależności oczywiście gdzie jedziesz, jakimi środkami transportu i czy organizujesz tripa na własną rękę czy jedziesz się wczasować z biurem podróży. 

Moja przygotowania składają się z trzech etapów, o których pokrótce pisałam Wam już na fan page. Tak, teraz jestem już mądrzejsza, bo za sobą mam pierwszą autostopową podróż, na której zdany jesteś tylko na siebie i to co zabrałeś ze sobą! Człowiek sam skazuje się na cierpienie zabierając ze sobą rzeczy niepotrzebne lub nowo kupione buty. Gwarantowane jest to, że nowe buty nas obetrą, a zbyt duża ilość zbędnych gadżetów, kosmetyków i ciuchów stanie się nasza kulą u nogi!

STEP 1: 

Od czego zaczynacie przygotowania do wakacji?

Od spakowania ciuchów! yyyy – zła odpowiedź! Najczęściej popełniany błąd. Solidaryzuję się z tą odpowiedzią, bo na tym błędzie nauczyłam się najwięcej. 

Swoje przygotowania powinniśmy zacząć od przeczytania kilku podróżniczych blogów i czerpać z przeżyć i doświadczeń naszych kolegów! Warto zasięgnąć odrobinę wiedzy o kulturze kraju, do którego się wybieramy, tym bardziej jeżeli drastycznie różni się od naszej! Dowiedzieć się co nieco o zwyczajach, warunkach atmosferycznych jakie tam panują, bo takie informacje dadzą nam najlepszą odpowiedź na pytanie, co powinniśmy spakować do plecaka/walizki.

Wybierając się do Maroko, gdzie stosunek wobec kobiet (nawet Europejek) różni się drastycznie niż gdziekolwiek indziej na świecie – nie mówię oczywiście o turystycznych regionach tego kraju – ja postawiłam na uszanowanie ich zwyczajów i zachowanie rozsądku w wyborze stroju. Postaram się nie pokazywać nadmiernie nóg i ramion, aby nie zwracać tym na siebie uwagi, dwa nie narazić się na nieprzyjemności. Oto kilka moich marokańskich inspiracji – w roli głównej granatowa spódnica maxi!

Oczywiście dorzucam do plecaka jeszcze chustę, która ewentualnie może mi posłużyć jako nakrycie głowy w miejscach, gdzie będzie wymagane by włosy były zakryte lub jako ochrona przed prażącym słońcem.
* * *
New challenge accepted! This time to Morocco for 8 days! We will visit Fes, Casablance and Marrakech, but our plan is elastic and everything can change during traveling! My three steps, which I introduce into force, when preparing for the trip.

STEP I

Before you will pack your clothes read something more about the weather, culture, habitants and condition to live, in place where you’re going.

In Morocco the culture is extremely different than our, so I wanna respect their customs about wearing to avoid unpleasant situations. Some of my maroccan’s outfits, which will cover in appropriate way my legs and arms. 


denim shirt PULL&BEAR / skirt H&M / T-shirt TERRANOVA / sneakers ESPRIT


shirt second hand / skirt H&M / sneakers ESPRIT


varsity jacket H&M / blouse TAKKO / skirt H&M / sneakers ESPRIT


jacket Bershka / skirt H&M / T-shirt TERRANOVA / sandals NEW LOOK


T-shirt H&M / skirt H&M / sandals NEW LOOK


 jacket Bershka / T-shirt H&M / skirt H&M / sandals NEW LOOK


T-shirt H&M / skirt H&M / sneakers ESPRIT


STEP 2

A jeżeli coś pójdzie nie tak?!

Wyjścia awaryjne, czyli plan B. Głównie stawiamy na nowych znajomych z couchsurfing jako naszych gospodarzy, przewodników i opiekunów, ale nigdy nie wiadomo, co może zatrzymać nas w drodze, dlatego w każdym mieście, w którym planujemy być szukamy hostelu w rozsądnej cenie, lokalizacji i w miarę bezpiecznego! O takie miejsca jednak niełatwo, bo Marokańczycy z natury lubią się targować, ale także lubią zawyżać i zmieniać uprzednio podaną cenę! Także korzystamy z serwisów w miarę zeuropeizowanych, sprawdzonych przez znajomych lub innych podróżników. Kolejny krok to sprawdzamy info odnośnie jedzenia. Czego powinnyśmy spróbować na miejscu, co omijać z daleka i jak sobie radzić z dolegliwościami. Na pewno nie powinniśmy pić tamtejszej wody i ograniczyć się do zakupu najlepiej wody gazowanej ze sklepu (sprawdzając przy tym oryginalność jej zamknięcia!). Przydatny w takich krajach okazuję się znany wszystkim doskonale i z pewnością przez wielu uwielbiany odrdzewiacz – coca-cola. Podczas podróży z pewnością powinniśmy zapobiegawczo się jej napić. Nie mówiąc już o jednym głębszym, który z pewnością zabił by w nas niekorzystną florę bakteryjną! Warto też przygotować sobie kilka nazw dań, które chcemy tam spróbować, by nie zamawiać w ciemno lub też zastosować znaną wszystkim zasadę – spoglądamy w talerz sąsiada, co on ma.

STEP 3

Przed wyprawą należy wziąć długą, relaksacyjną kąpiel, zażyć przynajmniej 8 godzin snu, zjeść coś pożywnego, co zaspokoi nasze pragnienie na kilka następnych godzin zanim wylądujemy i zaaklimatyzujemy na miejscu! No i przede wszystkim nie zapomnijcie zostawić wszystkich problemów związanych z pracą i domem w domu i spakować dobre, wakacyjne nastroje!

Ot co! Cała moja recepta na udaną wyprawę! Ja do pełni szczęścia zabieram ze sobą mojego chłopaka (albo raczej on mnie!), który jest najlepszym partnerem, przewodnikiem i opiekunem w czasie każdego naszego tripu!

Do usłyszenia po powrocie,
eN.


* * *

STEP II

Prepare plan B, because something can happens during travel. For us it's looking for some alternative places to sleep. Because we rely on our friends from couchsurfing as the best hosts and guides. But you should be prepared for situation if something will change. Be also prepared for what you should/shouldn't eat! How to manage with unexpected illness there and know some name of dishes as not to order in blind. 

STEP III 

Leave at home all of your problems and take with you just the best, holiday mood!

This is my recipe for a good trip! To be more happy I’m taking my boyfriend (or he take me) as the best trip-partner, guide and protector! 

13 maja 2013

BARCELONA BY BIKE




Jak Barcelona to nie żaden tramwaj, autobus czy metro! NIE NIE NIE! Tylko rower – teraz to wiem! W ciągu ostatniego roku jestem już w Barcelonie szósty raz i za każdym razem doświadczam czegoś nowego!

Na samym początku zakochałam się w prześlicznych widokach, w morzu, plaży i architekturze! Kolejny mój pobyty to fascynacja najpiękniejszymi miejscami: Park Güell, Placa Espanya, Sagrada Familia, La Rambla, Port, Tibidabo, Montjuïc i wiele innych, o których jeszcze niedawno czytałam tylko w przewodnikach!

Nic mnie jednak tak nie oczarowało jak kolejne dwa pobyty i spontaniczne piesze wędrówki po ulicach Barcelony – tymi wąskimi, mniej uczęszczanymi, bardziej klimatycznymi, gdzie można poznać żywych ludzi – zobaczyć jak żyją, co robią, kim są, a także tymi większymi, bardziej zatłoczonymi, pełnymi turystów! Kontrast na maxa! Możesz tutaj uświadczyć widoki biedniejszych dzielnic i ludzi wyglądających jak nędzarzy, a także porsche na ulicach i objadających się w najdroższych restauracjach bogaczy! No i oczywiście klasę średnią taką jak my (studenci/turyści)!

* * *

If you wanna visit Barcelona don’t use tram. Bus or metro! NO NO NO! Only bike – now I know! During last year I was in Barcelona 5 times and now I’m sixth! Each time I experience something new!

At the beginning I was follow in love in Barcelona's landscapes, sea, beach and architecture! Second time I was fascinated to visit everything like Park Guell, Place Espania, La Rambla, Port, Sagrada Familia, Tibidabo and more, about which I read only in guides!

The next two visits I was charmed by the wanderings of the narrow streets and watching the people here, how the live, who they are, what they do… You can marked here a really huge contrast between poor people (black market, illegal working) and the rich people, who ride Porsche and eat in really expensive restaurants. 









Tym razem postawiłam na rower! Barcelona jest miastem sprzyjającym rowerzystom! Traktowani są oni na równi z kierowcami! Mają swoje wyznaczone na ulicach pasy, po których poruszają się według tych samych zasad co samochody – świetne rozwiązanie! W błyskawicznie szybki sposób możesz dostać się z jednego końca miasta na drugi!

Nowocześnie rozwinięta sieć rowerów miejskich – BICING – pozwala Ci na darmowe korzystanie z nich przez pierwsze 30 min,  kolejne trzy półgodzinne bloki czasu kosztują po 50 centów każdy. Po przekroczeniu 2 godzin jazdy każda kolejna to wydatek 3 euro za godzinę. Sprytniejsi  wiadomka mogą ominąć koszta!

Taka ciekawostka – 95% użytkowników pożycza rower na mniej niż 30 minut. Po zwróceniu roweru, trzeba poczekać 10  minut, aby go znowu wypożyczyć na darmowe 30 minut!!! Nie tylko Polak potrafi – Hiszpanie też całkiem sprytni!

Przy pięknej pogodzie, w jeden dzień możesz doświadczyć magic bike trip po Barcelonie – wrażenia i widoki – bezcenne, radość – jak u dziecka!

Jest jednak jeden minus, z punktu widzenia turysty myślę, że najistotniejszy! Aby móc skorzystać z tego cudownego systemu rowerowego trzeba być mieszkańcem Katalonii.

U mnie jak zwykle nie obyło się bez strat podczas tego tripu! Wspaniała podróż to raz, zepsuty aparat to dwa! Tak właśnie zepsułam moje narzędzie pracy(!) podczas tego uroczego, niedzielnego popołudnia! Rada dla fanów fotografowania – jadąc na rowerze, cykając słit focie nie bądź tak bezmyślny i nie wrzucaj do olbrzymiej torebki aparatu, który jeszcze nie zamknął dobrze obiektywu do końca i broń boże bez futerału! 

W ciągu czterech miesięcy drugi raz zepsuł mi obiektyw w aparacie! Chyba zbyt intensywnie fotografuję i czasem zapominam, że aparat to takie delikatne narzędzie!


* * *

This time I relay on a bike! Barcelona is the best city for the cyclists. They are treating in the same way as car drivers. They gave their own lane on the road and apply them to the same principles as drivers. By bike you can be very quick wherever you want!

Thanks to well-developed network of urban bike – BICING – you can ride bike for first 30 min for free. Each next 30 min cost you 50 cents and when you riding more than 2 h each hour cost you 3 euro. There is also some way, when you can avoid the costs!

The curiosity – 95% of users borrow a bike for less than 30 minutes. After returning the bike, you have to wait 10 minutes to rent it again for 30 minutes free!

In good weather you can have really nice and magic bike trip in Barcelona experience and views – priceless, happiness like a child!

There is one minus the urban bike you can rent it only if you're Catalan.

For me it will be to normal if I wouldn’t break something… This time it was my working tool –the camera! During 4 months it’s second time when I broke lens on the camera. My advice for those of you, who like photography: don’t put you camera in the huge handbag without etui while riding a bicycle! Don’t be so reckless as me!!!







ramoneska H&M striped shirt H&M / shiny trousers H&M / handbag second hand
sunglasses SIX / espadryle second hand / necklace second hand



Na fotorelacji z rowerowego tripu możesz w końcu zobaczyć zapowiedzianą już wcześniej, odsłonę moich nowych oksów!

Były panterkowe i bordowe wayfarer'y, lustrzane pilotki, brązowe ombre w kształcie kocich oczy, panterkowe motyle… Tym razem postawiłam na jeden kolor – ciepły beż, który jest jednym z moich ulubionych kolorów tego sezonu (w połączeniu z kobaltem robi furorę!). Model lenonki, twarz owalna, górna część ramek w kolorze złotym. To mój wybór na lato 2013!

* * *


On the pictures you can see my new sunglasses, which I told you about in the last post! There were panther pattern and burgundy wayfarer, mirro aviator, brown ombre cat’s eyes, panther butterfly and now I put on one color - warm beige, shape lenonki, with the upper part of frames in gold – this is my choice for summer 2013!


photos Przemo